1. Pokaż pełnię wiedzy i zrób z tego solidną prezentację
Nie ograniczaj się, skoro już coś wiesz, niech oni też wiedzą, że Ty wiesz. Każdy slajd musi pękać w szwach. Najlepiej: ściana tekstu, słownikowe definicje, zdania wielokrotnie złożone i gęste akapity. Im więcej „mięsa”, tym skuteczniej uśpić czujność słuchaczy. W końcu ilość to jakość.Jeśli chodzi o ilość, 30 slajdów to amatorszczyzna. Celuj w 60, a najlepiej 100. Przecież żyjemy w kulturze obrazkowej, więc niech te obrazki (i animacje na każdym centymetrze) migają im przed oczami jak szalone. To daje poczucie, że prezentacja jest profesjonalne. Ale jeśli nieopatrznie dasz im dojść do głosu i ktoś wciągnie Cię w gąszcz własnych refleksji – spokojnie, po prostu przeczytaj resztę slajdów dwa razy szybciej. Ta strategia pozwoli Ci zrealizować cele szkoleniowe w określonym czasie, co na pewno ucieszy publiczność. Lepiej mieć za dużo i ich tym zalać, niż zostawić choćby sekundę na niebezpieczną improwizację. A że nie zdążą przeczytać? Trudno. Przynajmniej będą mieli poczucie, że materiału było dużo, tylko oni za mało się starali. Oto wiedza w czystej postaci – przecież to właśnie po wiedzę przychodzi się na szkolenia.
2. Czytaj slajdy na głos (najlepiej słowo w słowo)
Skoro już napisałaś/napisałeś wszystko na slajdzie, to warto to jeszcze przeczytać uczestnikom. Szczególnie jeśli treści jest dużo – czytaj wolno i wyraźnie. Aby każde słowo wybrzmiało z należytym szacunkiem. Dzięki temu nikt niczego nie przegapi.
Nie dodawaj nic od siebie. Nie rozwijaj – po co improwizować. Przykłady z życia mogą mącić w głowach, w końcu każdy chce być indywidualnie traktowany – więc indywidualnie się domyśli. Trzymaj się tekstu. W końcu został przygotowany nie bez powodu. Taki skrupulatnie napisany tekst pozwala nam trzymać się scenariusza. Jakże to bezpieczne dla nas… Uczestnicy na pewno poczują spokój, wiedząc że nie pojawi się nic zaskakującego.
Efekt uboczny? Uczestnicy bardzo szybko przestaną słuchać, bo będą czytać (albo udawać, że czytają). Idealnie. Czy nie oto chodzi aby właśnie angażować publiczność!
3. Ignoruj odbiorców i ich kontekst
Nie trać czasu na dopasowanie treści. Uczestnicy uwielbiają uniwersalne treści, które mówią jak żyć. Skoro działała w jednej grupie, zadziała wszędzie. I pamiętaj, jeśli coś zadziałało na Tobie, to bez wyjątku oznacza, że zadziała także na odbiorców. Zatem miej pewność, że Twoje doświadczenia w stylu: “u mnie zadziałało” są gwarantem rzeczywistej zmiany jakości życia u uczestników. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi.
Nie zadawaj pytań. Pytania do publiczności, mogą obniżyć Twój autorytet – a co jeśli ktoś pomyśli, że pytasz na serio? Nie sprawdzaj, czy ktoś nadąża – ten szmer na sali należy przeczekać, ewentualnie zwiększyć tempo pracy. Trzymaj się planu slajd po slajdzie, to daje gwarancję że cel zostanie osiągnięty.
Dzięki temu zachowasz pełną kontrolę… i jednocześnie stracisz uwagę ludzi. To ogromny plus, ponieważ Twoje ewentualne potknięcia nie zostaną dostrzeżone. Każdy prezenter powinien docenić tę wskazówkę.
4. Zadbaj o monotonię za wszelka cenę.
Po co te emocje? Stałe tempo. Stały ton głosu. Brak pauz. Brak zmian dynamiki.
Nie przyspieszaj. Nie zwalniaj. Nie podkreślaj ważnych momentów. Wszystko powinno być równie istotne – albo równie nieistotne. Nie ma co wyrywać publiczności z letargu. W tym celu zastosuj wszelkie embolofazje – czyli “eeee, yyyy czy inne sapania, pomogą Ci one zachować właściwy rytm i wyeliminować niezbędne pauzy. I jeśli nie jesteś czegoś pewien, to mów plecami do publiczności, zasłaniaj usta ręką. To powinno zrobić robotę.
Nie od wczoraj wiadomo, że szum i monotonia działa kojąco. Właśnie o to chodzi.
5. Unikaj przykładów z życia
Przykłady są niebezpieczne. Każdy z nas chce być traktowany indywidualnie – a co jak nie trafisz? Może to urazić uczestnika, ponieważ on ma inaczej. W dzisiejszych czasach puchate treści działają jak plaster na nerwy. Owijają bawełną mądrych słów to, co może być trudne. Zatem nie mów, że problemy można rozwiązać, nie podawaj konkretnych technik. Uczestnicy mogą poczuć się “niewystarczający” – a to uruchomi proces grupowy. Po co psuć humor uczestników? Na koniec dnia, liczy się dobre samopoczucie, prawda?
Przykłady mogą zainteresować ludzi, mogą sprawić, że ktoś zacznie się angażować. Taki rodzaj zaangażowania, niestety niesie zagrożenie nieprzewidywalnego toku szkolenia. A co jak uczestnicy zatrzymają się nad własnymi refleksjami… i Twoje zejdą na drugi plan? Lepiej trzymaj się teorii.
Jeśli już podajesz przykład, niech będzie ogólny. Najlepiej taki, który pasuje do wszystkiego i do niczego jednocześnie.
7. Używaj elokwentnego języka
Prosty język brzmi podejrzanie. Szczególnie jeśli Twoje szkolenie jest płatne – używaj profesjonalnego języka, ludzie na to zasługują. Uczestnicy uczą się wtedy przez immersję. Lepiej używać trudnych słów, branżowych określeń i długich konstrukcji, to nadaje rangi i powagi. Nikt nie zatrzyma się wtedy gdy omyłkowo zamienisz kamień węgielny z węglem kamiennym. A nawet jeśli się pomylisz, bądź ponad to. Czego nie wiesz, to dowyglądasz.
Zamiast: „porozmawiaj z klientem o jego potrzebach” powiedz: „przeprowadź pogłębioną eksplorację obszarów deficytowych klienta” Brzmi poważniej. A że trudniej zrozumieć? Tym lepiej, nikt nie zakwestionuje.
8. Na koniec…
Na koniec nie wracaj do najważniejszych punktów. Uczestnicy mogą poczuć się oceniani, że nie ufasz im. Kluczową jest ankieta satysfakcji. Na koniec szkolenia zbadaj najważniejsze kwestie. Zadaj pytania zamknięte, które po pierwsze pomogą Ci zrobić ładną statystykę, a po drugie nie będą wybijać z rytmu, np. wartościowym pytaniem jest: Czy trener był merytorycznie przygotowany? Czy materiały były obszerne? Czy prezentacja miała wystarczająco dużo slajdów? Po długim szkoleniu, podczas którego nieustannie dbałeś o odpowiedni rytm warto być konsekwentnym.
Pytania w stylu: Co jutro zrobisz w nowo poznany sposób, może skonfundować. Nie pytaj również, jaki problem został rozwiązany podczas szkolenia – to bardzo drażliwe pytanie! Może rozpętać burzę, zanim ludzie opuszczą salę… a tego naprawdę nie chcesz. Szczególnie, jeśli dotychczas działałeś w oparciu o powyższe kroki.
Pamiętaj, że ludzie to jednak drapieżne bestie – szczególnie (jak pisałam na początku), jeśli przyszli z własnej woli i zapłacili za szkolenie pieniędzmi i własnym czasem.
To wszystko, dziękuję
Lekki niedosyt i chaos to świetny efekt końcowy, prawda?
Checklista: czy Twoja prezentacja usypia szybciej niż herbata z melisy?
Sprawdź:
- Czy na slajdach masz dużo tekstu i mało przestrzeni?
- Czy możesz czytać slajdy słowo w słowo bez dodawania czegokolwiek?
- Czy Twoja prezentacja wygląda tak samo niezależnie od grupy odbiorców?
- Czy mówisz przez większość czasu bez przerw i bez pytań do uczestników?
- Czy używasz głównie ogólnych modeli i definicji zamiast konkretnych przykładów?
- Czy tempo i ton Twojego mówienia są przez cały czas takie same?
- Czy unikasz prostych sformułowań na rzecz bardziej skomplikowanych?
- Czy liczba slajdów jest na tyle duża, że trudno ją ogarnąć w czasie?
- Czy uczestnik nie ma w którym momencie się zatrzymać i pomyśleć?
- Czy kończysz bez jasnego podsumowania i bez wskazania, co zrobić dalej?
Jeśli na większość pytań odpowiedź brzmi „tak” – gratulacje.
Twoja prezentacja ma duży potencjał, żeby skutecznie uśpić nawet najbardziej zmotywowaną grupę.
A jeśli coś Cię w tej liście uwiera, to dobry znak. Znaczy, że jest co poprawić.


