To miejsce stworzone dla trenerów, edukatorów i liderów, którzy chcą rozwijać swoje umiejętności w oparciu o sprawdzone metody. Znajdziesz tu artykuły, narzędzia i inspiracje dotyczące facylitacji, pracy z grupą, komunikacji i projektowania procesów edukacyjnych.
To przestrzeń, w której teoria spotyka się z praktyką, a wiedza podana jest w sposób zwięzły i użyteczny, byś mógł szybko wdrożyć ją w swojej pracy.
Facylitacja to metoda pracy z grupą, w której wszystkie drogi prowadzą do celu. Dlatego pierwszym zadaniem facylitatora – osoby prowadzącej proces jest określenie celu – czyli co ma być wypracowanie na koniec spotkania.
W praktyce biznesowej najtrudniejsze w facylitacji nie jest prowadzenie procesu do tego celu, tylko powstrzymanie się od przejęcia grupy. Facylitator, który mówi za dużo, zaczyna wnosić własną perspektywę, własne doświadczenia zaczyna nieświadomie przejmować proces.
Trenerzy, którzy wchodzą do świata biznesu, bardzo często boją się pisać o celach szkolenia wprost. O takich brutalnych, operacyjnych celach, które trudno owinąć w bawełnę, i które są ostrzejsze niż marketingowe „podnoszenie świadomości” czy „wzmacnianie kompetencji miękkich”.
Siedziałam ostatnio z Magdą, która od roku próbuje wystartować ze swoim pierwszymI autorskimI warsztatami. Poza tym, że ma doświadczenie w pracy z ludźmi – rozwiązywała w polu bitwy nie jeden problem.
Wielu freelancerów wpada w pułapkę „uprzejmego wykonawcy”. Mnie samej kiedyś badanie potrzeb wydawało się nawet naruszeniem tajemnicy przedsiębiorstwa – szczególnie, kiedy umowa nie była podpisana.
Przy projektowaniu szkolenia otwartego największym błędem jest wiara w to, że grupę łączy temat. Nie łączy. „Komunikacja”, „feedback”, „zarządzanie” to tylko składnik główny, który tworzy marketingowy parasol. Pod nim siedzą ludzie z kompletnie różnych światów społecznych, zawodowych i organizacyjnych.
Jeśli chcesz zrobić prezentację, która wniesie spokój w Twoje szkolenie, to ten artykuł jest dla Ciebie. Któż z początkujących trenerów nigdy nie miał obawy, że coś się może rozjechać. Że ktoś zapyta, że szkolenie pójdzie w bok i już nie wróci. Spokojnie – jest na to zweryfikowany na dowodach sposób, który wyłożę Ci w prostych krokach.
Skrypt szkoleniowy nie musi być gruby, żeby był dobry. Większość skryptów szkoleniowych, które widziałam przez lata były przeładowane. Grube, szczelnie zapisane, pełne definicji, modeli, cytatów, tabelek i wykresów (lub przeciwnie, w roli materiałów występował wydruk prezentacji!).
Wszyscy kochamy luksusowe obietnice. Sformułowanie „szyte na miarę” brzmi jak wizyta u topowego krawca, gdzie każdy ścieg uwzględnia to, że Twoje lewe ramię jest o pół centymetra niżej od prawego. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: w branży szkoleniowej „szycie na miarę” to najczęściej eufemizm na patchwork, czyli recycling tego co już mamy wypracowane.
Iluzja zadowolenia, czyli dlaczego dobre szkolenie musi czasem boleć. Z perspektywy trenerki trenerów, superwizorki i L&D Interim Managerki, widzę jak na dłoni, jak dramatycznie powierzchowna bywa współpraca firm szkoleniowych z organizacjami. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się proste: jest potrzeba, jest oferta, jest realizacja.
Czy zdarzyło Ci się kiedyś siedzieć na zapleczu sali szkoleniowej, patrząc na swój zespół ziewający nad slajdami o „aktywnym słuchaniu”, podczas gdy w powietrzu wisiało nieuchronne widmo niedowiezionego projektu i wzajemnych pretensji? Czy jako HR BP lub manager czułeś ten specyficzny ucisk w żołądku, wiedząc, że kolejna „pigułka wiedzy” zadziała na Twoich ludzi jak plaster na otwarte złamanie?
Facylitacja to metoda pracy z grupą, w której wszystkie drogi prowadzą do celu. Dlatego pierwszym zadaniem facylitatora – osoby prowadzącej proces jest określenie celu – czyli co ma być wypracowanie na koniec spotkania.
W praktyce biznesowej najtrudniejsze w facylitacji nie jest prowadzenie procesu do tego celu, tylko powstrzymanie się od przejęcia grupy. Facylitator, który mówi za dużo, zaczyna wnosić własną perspektywę, własne doświadczenia zaczyna nieświadomie przejmować proces.
Trenerzy, którzy wchodzą do świata biznesu, bardzo często boją się pisać o celach szkolenia wprost. O takich brutalnych, operacyjnych celach, które trudno owinąć w bawełnę, i które są ostrzejsze niż marketingowe „podnoszenie świadomości” czy „wzmacnianie kompetencji miękkich”.
Siedziałam ostatnio z Magdą, która od roku próbuje wystartować ze swoim pierwszymI autorskimI warsztatami. Poza tym, że ma doświadczenie w pracy z ludźmi – rozwiązywała w polu bitwy nie jeden problem.
Wielu freelancerów wpada w pułapkę „uprzejmego wykonawcy”. Mnie samej kiedyś badanie potrzeb wydawało się nawet naruszeniem tajemnicy przedsiębiorstwa – szczególnie, kiedy umowa nie była podpisana.
Przy projektowaniu szkolenia otwartego największym błędem jest wiara w to, że grupę łączy temat. Nie łączy. „Komunikacja”, „feedback”, „zarządzanie” to tylko składnik główny, który tworzy marketingowy parasol. Pod nim siedzą ludzie z kompletnie różnych światów społecznych, zawodowych i organizacyjnych.
Jeśli chcesz zrobić prezentację, która wniesie spokój w Twoje szkolenie, to ten artykuł jest dla Ciebie. Któż z początkujących trenerów nigdy nie miał obawy, że coś się może rozjechać. Że ktoś zapyta, że szkolenie pójdzie w bok i już nie wróci. Spokojnie – jest na to zweryfikowany na dowodach sposób, który wyłożę Ci w prostych krokach.
Skrypt szkoleniowy nie musi być gruby, żeby był dobry. Większość skryptów szkoleniowych, które widziałam przez lata były przeładowane. Grube, szczelnie zapisane, pełne definicji, modeli, cytatów, tabelek i wykresów (lub przeciwnie, w roli materiałów występował wydruk prezentacji!).
Wszyscy kochamy luksusowe obietnice. Sformułowanie „szyte na miarę” brzmi jak wizyta u topowego krawca, gdzie każdy ścieg uwzględnia to, że Twoje lewe ramię jest o pół centymetra niżej od prawego. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: w branży szkoleniowej „szycie na miarę” to najczęściej eufemizm na patchwork, czyli recycling tego co już mamy wypracowane.
Iluzja zadowolenia, czyli dlaczego dobre szkolenie musi czasem boleć. Z perspektywy trenerki trenerów, superwizorki i L&D Interim Managerki, widzę jak na dłoni, jak dramatycznie powierzchowna bywa współpraca firm szkoleniowych z organizacjami. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się proste: jest potrzeba, jest oferta, jest realizacja.
Czy zdarzyło Ci się kiedyś siedzieć na zapleczu sali szkoleniowej, patrząc na swój zespół ziewający nad slajdami o „aktywnym słuchaniu”, podczas gdy w powietrzu wisiało nieuchronne widmo niedowiezionego projektu i wzajemnych pretensji? Czy jako HR BP lub manager czułeś ten specyficzny ucisk w żołądku, wiedząc, że kolejna „pigułka wiedzy” zadziała na Twoich ludzi jak plaster na otwarte złamanie?