To miejsce stworzone dla trenerów, edukatorów i liderów, którzy chcą rozwijać swoje umiejętności w oparciu o sprawdzone metody. Znajdziesz tu artykuły, narzędzia i inspiracje dotyczące facylitacji, pracy z grupą, komunikacji i projektowania procesów edukacyjnych.
To przestrzeń, w której teoria spotyka się z praktyką, a wiedza podana jest w sposób zwięzły i użyteczny, byś mógł szybko wdrożyć ją w swojej pracy.
Skrypt szkoleniowy nie musi być gruby, żeby był dobry. Większość skryptów szkoleniowych, które widziałam przez lata były przeładowane. Grube, szczelnie zapisane, pełne definicji, modeli, cytatów, tabelek i wykresów (lub przeciwnie, w roli materiałów występował wydruk prezentacji!).
Wszyscy kochamy luksusowe obietnice. Sformułowanie „szyte na miarę” brzmi jak wizyta u topowego krawca, gdzie każdy ścieg uwzględnia to, że Twoje lewe ramię jest o pół centymetra niżej od prawego. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: w branży szkoleniowej „szycie na miarę” to najczęściej eufemizm na patchwork, czyli recycling tego co już mamy wypracowane.
Iluzja zadowolenia, czyli dlaczego dobre szkolenie musi czasem boleć. Z perspektywy trenerki trenerów, superwizorki i L&D Interim Managerki, widzę jak na dłoni, jak dramatycznie powierzchowna bywa współpraca firm szkoleniowych z organizacjami. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się proste: jest potrzeba, jest oferta, jest realizacja.
Czy zdarzyło Ci się kiedyś siedzieć na zapleczu sali szkoleniowej, patrząc na swój zespół ziewający nad slajdami o „aktywnym słuchaniu”, podczas gdy w powietrzu wisiało nieuchronne widmo niedowiezionego projektu i wzajemnych pretensji? Czy jako HR BP lub manager czułeś ten specyficzny ucisk w żołądku, wiedząc, że kolejna „pigułka wiedzy” zadziała na Twoich ludzi jak plaster na otwarte złamanie?
Wiecie, że spora liczba trenerów uważa, że szkolenia to wyłącznie przekazanie treści? Że wyłączna odpowiedzialność za rezultaty szkolenia tkwi w organizacji albo w człowieku, który się szkoli? I że my, szkoleniowcy, mamy ograniczone możliwości… bo przecież wszystko zależy od delikwenta?
Patrzysz na salę szkoleniową. Jest 14:00, słynna godzina „po lunchu”. Dwie osoby dyskretnie ziewają, jedna rysuje szlaczki w notesie, a ta najbardziej aktywna właśnie sprawdza maila pod stołem. Ty jesteś na 40. slajdzie swojej prezentacji o zarządzaniu zmianą. Mówisz mądrze, cytujesz badania, ale czujesz to pod skórą: straciłeś ich.
Wchodzisz na salę, uczestnicy sadowią się na krzesłach, czuć w powietrzu mieszankę ciekawości i rezerwy. To jest ten moment. To, co zrobisz w ciągu pierwszych 20 minut, ustawi dynamikę całej grupy na resztę dnia. Jeśli to zepsujesz, będziesz walczyć o uwagę, uciszać rozmowy i pocić się ze stresu, gdy pojawi się pierwsze niezrozumienie.
Jakoś tak wyszło, że ty sam lub ktoś (przełożony) wpadł na to, że masz poprowadzić szkolenie. „Od czego ja mam w ogóle zacząć?”. Jeśli to czujesz, to mam dla Ciebie dobrą wiadomość: każdy wybitny trener tam był. Projektowanie szkolenia to nie czarna magia dostępna dla wybranych. To metodyczny proces, który ma swoje ramy. To rzemiosło, w którym andragogika – nauka o nauczaniu dorosłych, płynnie się porusza.
Wielu początkujących trenerów żyje w szkodliwym przekonaniu, że sukces na sali szkoleniowej zależy od ich wrodzonego talentu, pewności siebie czy zdolności krasomówczych. To mit, który prowadzi do szybkiego wypalenia i poczucia niepewności. Prawda jest znacznie bardziej uwalniająca: efektywność edukacji dorosłych to nauka, a nie magia. Jeśli boisz się, że „nie masz tego czegoś”, mam dla Ciebie dobrą wiadomość.
Wchodząc na ścieżkę freelancera w edukacji dorosłych, stajemy przed jednym z najtrudniejszych pytań: jak uczciwie wycenić swoją pracę? Jako osoby z pasją, często czujemy opór przed mówieniem o pieniądzach, obawiając się, że przesłoni to naszą misję dzielenia się wiedzą. Podczas Kursu Trenerskiego, kiedy pytam ludzi ile chcą zarabiać… najczęściej zapada cisza, a potem odpowiedź “dla mnie to pasja”.
Skrypt szkoleniowy nie musi być gruby, żeby był dobry. Większość skryptów szkoleniowych, które widziałam przez lata były przeładowane. Grube, szczelnie zapisane, pełne definicji, modeli, cytatów, tabelek i wykresów (lub przeciwnie, w roli materiałów występował wydruk prezentacji!).
Wszyscy kochamy luksusowe obietnice. Sformułowanie „szyte na miarę” brzmi jak wizyta u topowego krawca, gdzie każdy ścieg uwzględnia to, że Twoje lewe ramię jest o pół centymetra niżej od prawego. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: w branży szkoleniowej „szycie na miarę” to najczęściej eufemizm na patchwork, czyli recycling tego co już mamy wypracowane.
Iluzja zadowolenia, czyli dlaczego dobre szkolenie musi czasem boleć. Z perspektywy trenerki trenerów, superwizorki i L&D Interim Managerki, widzę jak na dłoni, jak dramatycznie powierzchowna bywa współpraca firm szkoleniowych z organizacjami. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się proste: jest potrzeba, jest oferta, jest realizacja.
Czy zdarzyło Ci się kiedyś siedzieć na zapleczu sali szkoleniowej, patrząc na swój zespół ziewający nad slajdami o „aktywnym słuchaniu”, podczas gdy w powietrzu wisiało nieuchronne widmo niedowiezionego projektu i wzajemnych pretensji? Czy jako HR BP lub manager czułeś ten specyficzny ucisk w żołądku, wiedząc, że kolejna „pigułka wiedzy” zadziała na Twoich ludzi jak plaster na otwarte złamanie?
Wiecie, że spora liczba trenerów uważa, że szkolenia to wyłącznie przekazanie treści? Że wyłączna odpowiedzialność za rezultaty szkolenia tkwi w organizacji albo w człowieku, który się szkoli? I że my, szkoleniowcy, mamy ograniczone możliwości… bo przecież wszystko zależy od delikwenta?
Patrzysz na salę szkoleniową. Jest 14:00, słynna godzina „po lunchu”. Dwie osoby dyskretnie ziewają, jedna rysuje szlaczki w notesie, a ta najbardziej aktywna właśnie sprawdza maila pod stołem. Ty jesteś na 40. slajdzie swojej prezentacji o zarządzaniu zmianą. Mówisz mądrze, cytujesz badania, ale czujesz to pod skórą: straciłeś ich.
Wchodzisz na salę, uczestnicy sadowią się na krzesłach, czuć w powietrzu mieszankę ciekawości i rezerwy. To jest ten moment. To, co zrobisz w ciągu pierwszych 20 minut, ustawi dynamikę całej grupy na resztę dnia. Jeśli to zepsujesz, będziesz walczyć o uwagę, uciszać rozmowy i pocić się ze stresu, gdy pojawi się pierwsze niezrozumienie.
Jakoś tak wyszło, że ty sam lub ktoś (przełożony) wpadł na to, że masz poprowadzić szkolenie. „Od czego ja mam w ogóle zacząć?”. Jeśli to czujesz, to mam dla Ciebie dobrą wiadomość: każdy wybitny trener tam był. Projektowanie szkolenia to nie czarna magia dostępna dla wybranych. To metodyczny proces, który ma swoje ramy. To rzemiosło, w którym andragogika – nauka o nauczaniu dorosłych, płynnie się porusza.
Wielu początkujących trenerów żyje w szkodliwym przekonaniu, że sukces na sali szkoleniowej zależy od ich wrodzonego talentu, pewności siebie czy zdolności krasomówczych. To mit, który prowadzi do szybkiego wypalenia i poczucia niepewności. Prawda jest znacznie bardziej uwalniająca: efektywność edukacji dorosłych to nauka, a nie magia. Jeśli boisz się, że „nie masz tego czegoś”, mam dla Ciebie dobrą wiadomość.
Wchodząc na ścieżkę freelancera w edukacji dorosłych, stajemy przed jednym z najtrudniejszych pytań: jak uczciwie wycenić swoją pracę? Jako osoby z pasją, często czujemy opór przed mówieniem o pieniądzach, obawiając się, że przesłoni to naszą misję dzielenia się wiedzą. Podczas Kursu Trenerskiego, kiedy pytam ludzi ile chcą zarabiać… najczęściej zapada cisza, a potem odpowiedź “dla mnie to pasja”.