Zanim dodasz kolejny model, definicję albo cytat, zatrzymaj się i sprawdź, czy uczestnik rzeczywiście będzie z tego korzystał. Tak jak o szkoleniach mówimy, że klasą sa te, szyte na miarę potrzeb i możliwości uczestnika, dlaczego zatem robić wyjątek w skrypcie do tego szkolenia?
To nie znaczy, że obszerny skrypt jest zły. Są szkolenia techniczne, regulacyjne, wdrożeniowe albo certyfikacyjne, gdzie szerszy materiał naprawdę ma sens. Ale w większości szkoleń rozwojowych problem polega na tym, że mylimy ilość treści z jakością procesu uczenia. Tak samo jak program szkolenia, przeładowujemy materiały – dalej jest to powszechne. Nazywam żartobliwie gipsowaniem, skaleczonego palca… Zasadne? Nie sądzę. Ma być adekwatnie a nie uciążliwie.
Jeśli dopiero zaczynasz tworzyć materiały, nie próbuj od razu napisać podręcznika. Nie wrzucaj do środka wszystkiego, co wiesz. Nie kopiuj treści z artykułów, książek i internetu tylko dlatego, że „mogą się przydać”. Najpierw odpowiedz sobie na prostsze pytanie: co uczestnik ma z tym zrobić po szkoleniu?
Nie twórz książki. Twórz praktyczne narzędzie do pracy
Sama kiedyś miałam odruch, żeby do skryptu włożyć wszystko. Im więcej stron, tym większe poczucie, że jestem dobrze przygotowana. Im więcej teorii, tym łatwiej było mi uwierzyć, że uczestnik dostaje wartość. Tylko że uczestnik nie przychodzi na szkolenie po książkę. Przychodzi po to, żeby coś zrozumieć, przećwiczyć, nazwać po swojemu i potem użyć w pracy.
Właśnie dlatego potraktuj skrypt jak narzędzie, a nie jak produkt szkoleniowy. Buduj go po to, żeby człowiek mógł na nim pracować. Zostaw miejsce na dopiski. Dodaj pola do uzupełnienia. Wstaw pytania, które zmuszają do namysłu. Zamiast pełnych opisów dawaj czasem szkic, schemat, niepełną tabelę, prostą ramę do wypełnienia.
Dobry skrypt nie musi być „kompletny” w tradycyjnym sensie. Czasem lepiej, żeby był celowo niedomknięty. Wtedy uczestnik nie tylko czyta, ale też współtworzy materiał w trakcie pracy. A to zwykle daje znacznie lepszy efekt niż bierne przewracanie stron.
Nie bój się pustych miejsc. Nie traktuj ich jako braku. Traktuj je jako przestrzeń na pracę uczestnika. To, co człowiek sam zapisze, zwykle pamięta lepiej niż to, co przeczyta podane na tacy.
Nie domykaj za uczestnika każdego wniosku. Nie wyjaśniaj każdej rzeczy trzema akapitami, jeśli możesz poprowadzić go pytaniem. Lepiej zadziała proste: „Jak to wygląda u Ciebie?” niż kolejna gotowa lista zaleceń.
Możesz zrobić to bardzo praktycznie. Zamiast opisywać przez stronę model komunikacji, narysuj jego prostą strukturę i zostaw miejsce na własny przykład uczestnika. Zamiast wstawiać pełny katalog błędów menedżerskich, daj tabelę: „sytuacja”, „moja reakcja”, „co mogę zrobić inaczej”. Zamiast gotowych odpowiedzi dodaj pytania pomocnicze. To wystarczy, żeby skrypt zaczął pracować na rzecz rozwoju myślenia.
Projektując materiał, zadawaj sobie kilka prostych pytań:
- czy uczestnik będzie tu tylko czytał, czy też coś zrobi,
- czy ten fragment pomaga myśleć, czy tylko wygląda mądrze,
- czy da się tę treść zamienić na ćwiczenie, pytanie albo krótkie zadanie.
To są drobne zmiany, które uruchamiają procesy uczenia się idącego dalej niż zapamiętanie.
Nie kopiuj prezentacji na papier
To jeden z częstszych błędów. Trener przygotowuje slajdy, a potem przenosi ich treść do skryptu prawie jeden do jednego. Efekt jest taki, że uczestnik dostaje dwa razy to samo, tylko w dwóch formach. A przecież prezentacja to komunikacja wizualna, gdzie warto wykorzystać moc obrazu. Slajdy są po to, żeby prowadzić uwagę. Mają porządkować przekaz, podbijać najważniejsze punkty, czasem coś uprościć albo zwizualizować.
Skrypt ma oddziaływać inaczej. Skrypt powinien wspierać pracę ręki i głowy. Powinien pozwalać notować, dopowiadać, tłumaczyć temat na własny język, odnosić go do realnych sytuacji zawodowych.
Dlatego nie przepisuj slajdów do materiału. Zamiast tego uzupełnij skrypt o to, czego na slajdach zwykle nie ma: miejsce na wnioski, pytania wdrożeniowe, krótkie formularze robocze, ćwiczenia indywidualne, matryce do analizy sytuacji z pracy.
Jeśli jakiś fragment dobrze wygląda na ekranie, to jeszcze nie znaczy, że dobrze zadziała na papierze. I odwrotnie: coś, co jest średnio atrakcyjne wizualnie, może być przecież świetnym narzędziem do realnej pracy na sali.
Ah… i tak samo błędem będzie robienie skryptu na prezentacji! Nancy Duarte (uznana ekspertka od prezentacji multimedialnych) nazywa taki typ slajdumentem. Czyli dokument w formie “rzuconego na ścianie obrazu”
Dawaj mniej teorii, więcej użycia
Kilka lat temu prowadziłam szkolenie dla managerów średniego szczebla i przygotowałam do niego naprawdę dopracowany skrypt. Były opisy modeli, przykłady rozmów, checklisty, definicje, polecane lektury. Wszystko porządnie ułożone. Po warsztatach jedna z uczestniczek powiedziała mi mniej więcej tyle: “materiał jest bardzo obszerny… pokaż mi co z niego jest dla mnie na teraz najważniejsze” I to był trigger, który mocno zmienił podejście. Absolutnie w tym przypadku mniej, znaczy więcej…
Nie zalewaj ludzi teorią, jeśli nie mogą jej przetestować z Tobą podczas szkolenia. Nie zakładaj, że uczestnik sam przełoży model na praktykę. Nie licz na to, że „wróci do tego później”, jeśli nic go do tego nie popchnie. Lepiej daj mniej treści, ale od razu osadź ją w konkretnej sytuacji zawodowej.
Jeśli uczysz sprzedaży, nie kończ modułu na liście technik. Poproś uczestnika, żeby opisał trzech trudnych klientów z ostatniego miesiąca. Poproś, aby rozpisał jedną rozmowę od nowa. Zostaw miejsce na zapisanie zdań, których realnie użyje. Jeśli uczysz zarządzania, nie kończ na modelu feedbacku. Dodaj miejsce na przygotowanie jednej trudnej rozmowy, którą uczestnik ma przeprowadzić w ciągu tygodnia. Jeśli uczysz obsługi klienta, poproś o spisanie dwóch najczęstszych sytuacji eskalacyjnych i nowego sposobu reakcji.
Dawaj pytania, które uruchamiają działanie:
- co z tego wykorzystasz jeszcze w tym tygodniu,
- w jakiej sytuacji zawodowej użyjesz tego jako pierwszego,
- co będzie dla Ciebie najtrudniejsze,
- po czym poznasz, że naprawdę coś zmieniłaś albo zmieniłeś.
Takie pytania może nie wyglądają spektakularnie, ale robią większą robotę niż kolejna strona teorii.
Pisz skrypt pod dorosłego uczestnika, nie pod własne ego
Dorośli uczą się pragmatycznie. Szybko sprawdzają, czy coś im się przyda. Jeszcze szybciej orientują się, kiedy materiał jest przeładowany albo napisany bardziej po to, żeby trener pokazał swoją wiedzę, niż po to, żeby komuś ułatwić pracę.
Dlatego projektując skrypt, nie pytaj tylko: „co jeszcze mogę dodać?”. Pytaj raczej: „co mogę odjąć, żeby było jaśniej?”, „co można uprościć?”, „co da się zamienić na zadanie?”. To jest znacznie lepszy kierunek.
Nie próbuj udowadniać kompetencji objętością. Nie upychaj definicji tylko dlatego, że brzmią fachowo. Lepiej pokaż jakość przez trafne pytania, sensowną strukturę i dobrze zaprojektowaną pracę uczestnika.
W praktyce często bardziej przydaje się jedna strona z dobrym ćwiczeniem niż dziesięć stron czytania. Jedna tabela, która porządkuje doświadczenie, może być więcej warta niż kilka opisanych modeli. Jedno zdanie napisane własnymi słowami bywa cenniejsze niż cała strona cudzych sformułowań.
Nie bój się, że ktoś „ukradnie Twoją wiedzę”
To temat, który regularnie wraca w rozmowach z początkującymi trenerami. Wiele osób myśli: jeśli dam dobry materiał, to ktoś go skopiuje i poprowadzi szkolenie beze mnie. Ten lęk jest zrozumiały, ale zwykle bierze się z błędnego założenia, że naszą główną wartością są same informacje.
Czymże są same informacje w czasach tak dynamicznego przyrostu owych..? Wartością jest sensowne poprowadzenie ludzi przez proces uczenia, czyli zadanie dobrego pytania we właściwym momencie. Tym też jest rola trenera. Twoim warsztatem jest celne zatrzymanie grupy tam, gdzie pojawia się opór albo ważny wniosek. Implikowanie – przełożenie modelu na realia konkretnego zespołu, branży czy sytuacji, którą uczestnicy żyją. A nie puchate definicje, których adekwatność trudno dostrzec, gd jest się w centrum dynamicznych zmian, które podnoszą emocje. To właśnie Twój styl, warsztat pracy jest niepodrabialny.
Nie buduj materiału jak sejfu z wiedzą. Paradoksalnie bezpieczniejszy bywa właśnie materiał warsztatowy: z pytaniami, ćwiczeniami, niedomkniętymi modelami i miejscem na pracę własną. Taki dokument bez procesu prowadzenia nie daje jeszcze gotowego rozwiązania. On nabiera wartości dopiero wtedy, kiedy jest używany w dobrze poprowadzonym szkoleniu.
Możesz więc myśleć o tym w prosty sposób: nie sprzedajesz samych treści, tylko sposób pracy z nimi. I to naprawdę zmienia perspektywę.
Wybieraj formę, która szanuje czas uczestnika
Tu też wiele się zmieniło. Klasyczne segregatory coraz częściej przegrywają z prostszymi, lżejszymi materiałami. I trudno się temu dziwić. Większość ludzi nie chce dziś nosić ze sobą stu stron wydruku, jeśli połowa z tego to treści, które równie dobrze mogliby dostać online.
Dlatego nie przywiązuj się do jednej formy. Nie zakładaj, że „porządny” materiał musi być gruby i drukowany. Coraz lepiej działa model mieszany. Część warsztatowa zostaje fizyczna: workbook, journal, kilka stron ćwiczeń, miejsce na notatki. Reszta może trafić do wersji cyfrowej: dodatkowe źródła, bibliografia, checklisty, rozszerzenia tematu, materiały do pobrania po szkoleniu.
To jest wygodne i dla uczestnika, i dla Ciebie. Na sali pracujesz tylko na tym, co naprawdę potrzebne. Nie obciążasz ludzi nadmiarem treści. Nie każesz im dźwigać rzeczy, do których prawdopodobnie nie wrócą. Jednocześnie nie rezygnujesz z wartości merytorycznej, po prostu rozkładasz ją rozsądniej.
Oczywiście nie rób z tego sztywnej zasady. Są grupy, które wolą pełniejszy materiał. Są klienci, którzy z powodów formalnych chcą dostać dokumentację bardziej rozbudowaną. Warto to uwzględniać. Ale nawet wtedy nie dokładaj treści bez sensu. Każdy element powinien mieć funkcję. Na marginesie: pamiętaj, że na etapie badania potrzeb grupy, możesz zapytac o preferowaną formę materiałów do pracy.
Sprawdzaj skrypt jednym prostym filtrem
Przy projektowaniu materiałów bardzo pomaga jedno pytanie: po co ten fragment tu jest?
Zadawaj je sobie regularnie: przy każdej sekcji, przy każdej tabeli, przy każdym modelu. Jeśli odpowiedź brzmi: „bo dobrze wygląda”, „bo materiał będzie bardziej konkretny”, „bo klient lubi, jak jest dużo stron”, to warto się zatrzymać. Być może ten element jest zbędny albo da się go uprościć.
Zostawiaj to, co realnie pomaga:
- to, na czym uczestnik będzie pracował,
- to, do czego wróci po szkoleniu,
- to, co porządkuje doświadczenie,
- to, co ułatwia wdrożenie,
- to, co pomaga przejść od wiedzy do działania.
Usuwaj albo ograniczaj to, co tylko zwiększa objętość. Nie traktuj cięcia materiału jako straty. Bardzo często to właśnie skracanie i upraszczanie robi z przeciętnego skryptu dobry skrypt.
Po czym poznasz, że skrypt jest dobry?
Dobry skrypt po szkoleniu wcale nie musi wyglądać idealnie. Czasem wręcz lepiej, żeby nie wyglądał. Powinien być pozaginany, dopisany, miejscami nieuporządkowany, z notatkami na marginesie, z przekreśleniami, ze śladami realnej pracy. To znaczy, że uczestnik z niego korzystał.
Nie oceniaj materiału wyłącznie po estetyce. Nie patrz tylko na to, czy ładnie się prezentuje. Patrz, czy pomaga człowiekowi wykonać konkretną pracę myślową. Patrz, czy prowadzi do decyzji, refleksji, planu działania. Patrz, czy zostawia po sobie coś więcej niż chwilowe wrażenie „to było ciekawe”.
Jeśli chcesz tworzyć naprawdę dobre skrypty, projektuj je tak, żeby po szkoleniu nie imponowały objętością, tylko użytecznością. Daj ludziom mniej do czytania, a więcej do przełożenia na własną praktykę. Mniej gotowych odpowiedzi, więcej sensownie poprowadzonego myślenia.


