Facylitacja i metodyka nauczania dorosłych – moje początki
W 2008 pracowałam przy projekcie, którego celem było zmobilizowanie młodzieży do aktywności obywatelskiej. Warsztaty odbywały się przy Parlamencie Europejskim w Stuttgarcie i Strasburgu, a ja mogłam się wtedy uczyć facylitacji, asystując mistrzom, którzy na bieżąco obierali metody do oczekiwanych celów.
Prowadzili międzynarodowe grupy do punktu, który był zakontraktowany w programie szkolenia. Bez lania wody. Dobrze wiemy, że tu ważny był proces, ale też cele… Cel jest jak koryto dla rzeki. Bez celu, proces potrafi się rozpłynąć. Energia uczestników, która jest wartka od emocji potrzebuje struktury. Tego nie da się zaimprowizować.
Tak wyglądały moje początki i to one zbudowały we mnie przekonanie, że wszystko można osiągnąć, o ile dobrze rozpoznasz grupę (na wskroś!) i dobierzesz metody, za którymi ludzie pójdą. Na marginesie – to właśnie tamte wydarzenia były kamieniem węgielnym pod Kurs Trenerski, który zaczęliśmy prowadzić w 2011 roku jeszcze jako Fundacja 11 Muz Innowacje w Kulturze.
Do dziś mam tak, że zginam kolano przed autorytetami – osobami, które coś osiągnęły i cieszą się uznaniem. Nadal w serduszku mam tę jakość, której doświadczyłam na początku mojej kariery i ogromny szacunek do pracy nauczyciela, szkoleniowca. Ale ten szacunek wymaga też rzetelności.
Efektywność szkoleń i upadek kolorowego idola – dlaczego mierzenie rezultatów jest kluczowe?
Jakieś 10 lat temu, kiedy moje życie kwitło wielkimi ideami, chodziłam na spotkania biznesowe i szkolenia-eventy (których dziś za cholerę nie nazwę szkoleniem), chcąc zobaczyć, jak pracują ludzie mający wpływ na jakość życia innych. A że tych innych było kilka tysięcy na widowni, trudno nie uznać autorytetu.
Na jednym z takich spotkań, podekscytowana, że mogę rozmawiać z takim guru szkoleń, zapytałam ochoczo (w pełnej i szczerej – niemal dziecięcej ciekawości): jaką metodyką mierzy swoją efektywność? Czy prowadzi ewidencję rezultatów, żeby wiedzieć, czy naprawdę jest skuteczny…
Po tym pytaniu nie pamiętam, co było dalej. Pamiętam tylko to uczucie, jakby moje świętości roztrzaskały się o glebę. Guru nie miał systemu. Miał tylko gadane.
Profesjonalna “komunikacja” w zespole – jak dydaktyka czyści slogany
Dziś stoję twardo na ziemi i z empatią patrzę na tych, którzy chcą prowadzić innych, ale nie wiedzą, czym jest dydaktyka czy metodyka nauczania dorosłych. To właśnie one są filtrem, który czyści proces z lania wody.
Weźmy temat komunikacji. Ponieważ każdy jej używa, stała się tak powszechnym sloganem, że już nie wiadomo, co za nim stoi. „W naszym zespole zawiodła komunikacja”, „Nie zrobiliśmy tego na czas – komunikacja nie zadziałała”. To są zdania-worki. Dydaktyka każe nam te worki rozerwać. Zamiast lać wodę o „lepszym porozumieniu”, profesjonalista rozbija to na mikroruchy. Co konkretnie nie działa? Feedback? Dobór kanałów? Bariery poznawcze? Bez tego precyzyjnego „czyszczenia” uczestnik dryfuje daleko od sedna, a szkolenie zmienia się w pogawędkę o wszystkim i o niczym.
Wiedza naukowa a doświadczenie trenera – statystyka 100 przypadków
Dla wielu “szkolenie” znaczy, że ktoś mówi, a inny ktoś słucha. W “pop” świecie rozwoju, to takie słowo worek do którego wrzucamy każdy taki układ. Analogicznie to tak, jakby każdy, kto posadził roślinę, był ogrodnikiem, a ten, co gotuje pomidorową – kucharzem.
Otóż nie.
Prowadzę szkolenie, bo mam doświadczenie… to za mało. Dlaczego? Jeśli bazujesz nawet na wieloletnim, ale wyłącznie SWOIM doświadczeniu, to jesteś 1 osobą. Aby Twoja metoda była rzetelną tezą, potrzebujesz udowodnić, że pozostałe 99 osób w podobnej sytuacji będzie miało tak samo.
Temu służy teoria naukowa – naukowcy robią dla nas, szkoleniowców, solidną robotę po to, aby pokazać, że to, co czujemy i jak działamy, nie jest jednostkowe, a uniwersalne. Dydaktyka nauczania pozwala Ci przestać „wciskać” swoje prywatne lekcje z życia i zacząć przekładać wiedzę na język, którego uczestnik faktycznie może użyć.
Albo jesteś architektem rozwoju, albo tylko występujesz
Szkolenia to proces, w którym przygotowany merytorycznie człowiek, wsparty aktualną wiedzą naukową (to ma znaczenie!), kształtuje konkretne umiejętności odbiorcy. Jeśli nie wiesz, dlaczego Twoja metoda działa na 100 osób, a nie tylko na Ciebie – to uprawiasz hobby.
Jak zostać profesjonalnym trenerem rozwoju osobistego czy biznesu? Moja perspektywa:
- Przestań zasłaniać się „oporną grupą”. Jeśli proces nie idzie, sprawdź swoje metody. Dydaktyka daje Ci narzędzia, żebyś wiedziała, co zmienić, gdy „delikwent” dryfuje.
- Tnij slogany do kości. Jeśli używasz słowa „komunikacja”, „motywacja” czy „liderstwo”, musisz umieć rozbić je na techniczne detale. Lanie wody kończy się tam, gdzie zaczyna się precyzyjna definicja zmiany.
- Twoje doświadczenie to tylko przyprawa, nie danie główne. Korzystaj z badań i teorii naukowych po to, by mieć pewność, że to, czego uczysz, jest powtarzalne. Jeśli uczysz tylko tego, co „u Ciebie zadziałało”, to prowadzisz wieczór autorski, a nie szkolenie.
- Mierz efekty szkoleń, nawet jeśli to boli. Nie bój się pytać o realną zmianę zachowań. Prawdziwy profesjonalista nie boi się ewidencji rezultatów, bo to ona buduje jego autorytet, a nie liczba polubień po „evencie”.
Jeśli czujesz, że chcesz przestać dryfować w morzu sloganów i zacząć budować procesy, które naprawdę „dowożą”, zapraszam Cię do mojego szkolenia Fundamenty skutecznych szkoleń i wdrażania zmiany. To nie jest kolejny webinar z cyklu „uwierz w siebie”. To konkret. Czeka na Ciebie 79 lekcji wypakowanych czystą nauką i dydaktyką, które raz na zawsze wyczyszczą Twój warsztat z lania wody.
Jako superwizorka i organizacja, która zjadła zęby na edukacji dorosłych, nie zostawiamy Cię z tą wiedzą. Dajemy Ci nasze wsparcie, doświadczenie i bezpieczną przestrzeń do tego, byś mógł/mogła poddać swój warsztat refleksji i ułożyć go na nowo – na solidnych, naukowych fundamentach.
Przestań być hobbystą. Stań się rzemieślnikiem, za którym stoją twarde dowody i realna zmiana Twoich uczestników. Czekam na Ciebie.


